Szukaj:
Zaawansowane Wyszukiwanie
Napisany: 2010-09-17 - komentarze: 0 [ Komentarz ] - trackbacki: 0 [ Trackback ]
Category: Przewodnik

Znów postanowiłem coś napisać! Mam trochę czasu a i rzeczy kilka co cisną sie na ustka moje wardżączkami zwanymi. A może i nawet pytań wiele we mnie się przewraca, które bez odpowiedzi zaszyte pozostając przez wiele lat światła dziennego, a nawet i nocnego zobaczyć nie zdołają. A słowa Horacego za motto życiowe sobie wziąwszy nie mogę w bezczynności trwać i wszystek umrzeć – ot tak trach - a fajny chłop z niego był, stypa, jakieś żarcie i do roboty na drugi dzień. Dziś chciałbym o zabiciu dziecka napisać! To, jak dobrze pamiętam, przytrafiło się mi pod koniec lat 80-tych zeszłego wieku, a więc wiele lat temu. Lecz prawda i doświadczenie będące owocem tych zajść do dziś we mnie czujnie drzemią i budzą się w potrzebie. A nauka życiowa z tego wypływająca wciąż karmi mnie i pozwala sprawnie omijać wilcze (czyt. ludzkie) doły.

Dziś właśnie będzie o tym naszym dziecku, któremu wcześniej czy później sztylet życia wepchną bez namysłu i rozumu nawet. Może nie tyle co z głupoty ile z niedojrzałości. W najmniej spodziewanym miejscu i czasie! Właściwie ... z drugiej strony ... może to i lepiej zawczasu, aby zgon szybciej nastąpił, niż trwać w takiej maligmie  - tego jeszcze nie wiem, wciąż badam zjawisko. Chodzi tu o dziecko, będące w nas. To takie ufne. Wierzące w latające anioły, Bozię i diabły. Łase na słodycze niezależnie od tego kto je ofiaruje. Nie myślące o śmierci. Wierzące w przebierane postacie z bajek, klaunów, gadające zwierzęta. Nie rozumiejące, dlaczego tyle w życiu nie można lub nie wolno, jak przecież da się i to jeszcze się przy tym nieźle bawić. Cieszące się ze znalezionego na plaży zielonego kamyka w białe paski, z którego zdmuchiwało ziarnka piasku, mające mech w kartoniku przyniesiony z lasu, pamiątkę z gór w postaci wystruganego Jelonka na tle Giewontu, czy z obawą wchodzące do jaskini smoka. Kupujące sobie dużego loda za kieszonkowe, prowadzone przez ulice za rękę. O babajagach, czarnoksiężnikach nie wspominam, bo to akurat prawda.

Moje dziecko dostało tzw. strzała w pewien czwartek. W moim życiu najciekawsze rzeczy zawsze się dzieją w ten dzień tygodnia.1 Ów czwartek jak zawsze zaczął się w szkolnej ławie chyba klasy pierwszej lub drugiej, natomiast najciekawsze i najokrutniejsze jest to jak tragicznie się skończył. Z tego co pamiętam wraz dwoma innymi młodymi wojownikami późnym popołudniem zawędrowaliśmy na cmentarz. Nie pytajcie dlaczego, ani po co - tego już nie pomnę. Zobaczyliśmy tam coś co wzburzyło naszym poglądaniem świata i wpajanych nam wartości, dziecięcej wiary w świętość. Otóż gawiedź jakaś wesoła urządziła sobie tam super/ekstra/czadowy2 piknik, który wzbogacił ich emocjonalnie. Otóż sobie wzięli i krzyże przygrobne Jezusem do góry nogami w ziemie powbijali. Pycha myśleli oni, ale jesteśmy twardzi, odważni niczego się nie boimy, mamy Bozię w dupie, wznosimy sie ponad ten cały mistycyzm. Okropne - pomyśleli przerażeni chłopcy, musimy coś z tym zrobić. Naprawmy to! Jak pomyśleli tak zrobili a czując się w obowiązku zrobienia czegoś więcej postanowili, umorusani, zmęczeni do księdza z tym pobiec o zajściu poinformować. Dumni z siebie i spełnieni. I co? I wtedy ten ksiądz miłościwy zobaczywszy ich – pomyślał, że to ściema jakaś, chińska podróbka, kamuflaż i ich oskarżyć próbował o czyn niegodny, a przyjście do niego jako przykrywkę traktować. To właśnie wtedy moje dziecko dostało piękny strzał, wtedy dotarło do mnie, że świata nie ma co naprawiać, łatać, potrzebującemu pomagać, lub litować się nad czyimś nieszczęściem, rzek regulować, włosa z klapy marynarki komuś ściągać, ufać komuś, kto rękę do Ciebie wyciąga, a wierzyć w ludzi też nie bardzo, a ciosów spodziewać się w najmniej oczekiwanych momentach i ze stron wszystkich.
I to właśnie wydarzenie o niechodzeniu na religię przez lat wiele, brzemieniem we mnie tkwiło3.

Jak zwykle nie generalizuję i nie szufladkuję, jak można byłoby pochopnie wnioskować - chcę Wam jedynie  tą historią przekazać jedną z najważniejszych prawd, zasad Tenskwatawy, podwalinę jego filozofii:

  Spodziewajcie się niespodziewanego, wtedy nic Was nie zaskoczy!

 - tak jak wtedy, w czwartkowy wieczór - wierzącego w Ducha Świętości, młodego jeszcze wojownika, z małym pióropuszem, w którym zabito dziecko!4

To pisałem ja
Tenskwatawa – coraz rzadziej dający drugą szansę

Howgh

A Wasze dzieci kiedy i jak strzała dostały?

-------------------

1 przyp. autora
2 nic nie skreślać - wszystko potrzebne
3 wspomnę o tym w "Efekt motyla, to nie żadna ściema jest" - już wkrótce
4 w miejscu tym stoi dziś, mały obelisk przedstawiający klęczącego szamana, obejmującego w geście pożegnania, małego konającego wojownika, którego serce przebite jest strzałą – miejsce pielgrzymek i kultu objęte całkowitą ochroną i tajemnicą, którą dziś poznaliście. Pomnik jest alegorią chwili, w której dziecko przestaje wierzyć w swój świat, pełen  marzeń i ideałów, a zaczyna dostrzegać zasady nowej gry, w której dawanie dobra nie zawsze spotyka się z jego dobrym przyjęciem.

Napisany: 2010-08-23 - komentarze: 0 [ Komentarz ] - trackbacki: 0 [ Trackback ]
Category: Przewodnik

Pamiętam lampkę na parapecie, starą, która zawsze się świeciła. Regał z książkami, do których czasem sięgaliśmy. Bałagan na stole. Zapach tytoniu. Czasem alkohol. I tematy rozmów, o tym jak to będzie, co z nami się stanie. I snucie marzeń, planów na przyszłość. Kanapa i fotel, w kuchni pusta lodówka. Muzyka, której jeszcze wtedy do końca nie rozumieliśmy. Elektryczna gitara z piecem do tej, którą wydawało nam się, że tworzymy. Kasety VHS w kartonowym pudle i wypożyczalnia za rogiem. Nie raz do słońca wschodu gapienie się w stary, czarno-biały, jeszcze lampowy, który swego czasu później, z okna wyleciał. W karty granie, ubawianie się z przywar ludzkich i samych siebie. Szukanie na powrót czegoś, co już odkryte zostało.
Dziś mieszkamy już w innych miastach, krajach nawet. Mamy inne żony i dzieci inne. Czasem coś napiszemy, o coś się zapytamy, Wciąż łączy nas coś, co trwa i jeszcze, i wciąż żyje. Może nie jest to lina stalowa dwa przęsła mostu łącząca, może nawet nie jakaś więź szlachetna. Lecz nić cienka i drobna, napięta czasem do granic wytrzymałości, a siła jej bierze się z tej jej kruchości. Myślę, że jeszcze wiele przetrzyma. Taką mam nadzieję.

Napisany: 2010-03-05 - komentarze: 0 [ Komentarz ] - trackbacki: 0 [ Trackback ]
Category: Przewodnik

Naucz się pisać muzykę. Nie koniecznie od razu uwertury - to przyjdzie z czasem. Odważ się i spisuj nuty, twórz własne melodie, czerp z tego przyjemność. Rozdawaj to ludziom, którzy grać z nut potrafią, a później tańcz jak Ci zagrają!